Wynajem jachtów na Mazurach – nauczka na całe życie

Zawsze byłem człowiekiem który porywał się na wiele rzeczy nie posiadając odpowiednich umiejętności. Z perspektywy czasu potrafię się do tego przyznać, jednak kiedyś twierdziłem, że ludzie którzy za dużo uważają, tracą wiele dobrego. Nadal uważam, że jest w tym trochę prawdy, jednak trzeba umieć postawić sobie solidną granice aby uniknąć wielu przykrości.

Wynajem jachtów na Mazurach – sposób na naukę

jachtKiedy dowiedziałem się, że do sterowania żaglówki nie trzeba mieć żydach uprawnień to stwierdziłem, że żal nie skorzystać z tej opcji. Nigdy sam nie pływałem, jednak raz byłem ze znajomymi na takim wypadzie i trochę tam wiedzy liznąłem. Zresztą zawsze na takich jeziorach jest słonecznie i spokojnie pływa się więc bardzo wolno. Nie powinno więc być w tym nic trudnego i każdy głupi sobie z tym poradzi. Tak właśnie wtedy myślałem i do dzisiaj dziwie się sobie, że byłem zdolny do tak irracjonalnego toku dedukcji. Poszedłem jednak do firmy która oferuje wynajem jachtów na mazurach. Pracujący tam sprzedawca powiedział mi, że nie wynajmie mi jednak żaglówki bez patentu żeglarskiego. Zacząłem się z nim więc kłócić, że przecież polskie prawo nie wymaga takowego uprawnienia. Jednak odpowiedział mi, że dbają o swój sprzęt więc potrzebują jakiegoś potwierdzenia umiejętności. Bardzo się wtedy zmartwiłem, ponieważ zacząłem się bać, że przyjechałem tutaj na marne. Dowiedziałem się jednak, że często w systemie czarter mazury lat minute, nie wymagają żadnych uprawnień. Od razu więc spróbowałem tej opcji i już po kilku godzinach miałem swoją własną żaglówkę. W takim systemie dostanie się jednak tylko standardowe jachty, luksusowe są bowiem szybko wyprzedawane, szczególnie w okresie letnim. Mimo to byłem zadowolony z mojego sprytu i z tego, że udało mi się wypożyczyć taki jacht bez żadnych uprawnień.

Wiedziałem bowiem, że już teraz nikt nie może mi nic zrobić, bo samo pływanie nie wymaga żadnego dokumentu. Od razu więc ruszyłem w rejs aby rozkoszować się piękną i nieskazitelną pogodą. Wszystko zmieniło się jednak trzeciego dnia jak nadeszła burza. Nie minęło dziesięć minut, a mój jacht leżał na dnie jeziora, a ja walczyłem o życie dopływając do brzegu.