Pierwsze kroki z pakowarką próżniową

Zamówione paczki z pakowarkami próżniowymi do pakowania dziczyzny przyszły po tygodniu od zamówienia. Zostały porządnie zapakowane w gruby karton i dodatkowo zabezpieczono je styropianem, żeby żadna z części się nie uszkodziła, ani nie obiła.

Pakowarka próżniowa do domowego użytku – nasze pierwsze testy

Wyciągnętunel do pakowania w folie termokurczliwąliśmy delikatnie nasz sprzęt i postawiliśmy na równej powierzchni. Wyłowiliśmy z dna jednego z kartonów instrukcję obsługi. Była napisana chyba w 20 językach. Zaczęliśmy od zapoznania się z ogólną budową urządzenia – nie wydawała się zbyt skomplikowana. Najistotniejszą kwestią było dopasowanie czasu zgrzewania folii, aby ją zgrzać, a nie stopić. Na próbę wzięliśmy mały kawałek kiełbasy i wsadziliśmy go w tunel do pakowania w folie termokurczliwą. Folia musiała być gładka, ponieważ takich używa się w pakowarkach komorowych. Zaletą tego jest to, że ten typ folii jest tańszy, niż folie o fakturze moletowatej, które stosuje się w pakowarkach liniowych. Tak przynajmniej wyczytaliśmy w internecie. Zamknęliśmy pokrywę komory, włączyliśmy urządzenie, coś zatelepało, słychać było świst wysysanego z folii powietrza. Następnie zapaliła się zielona lampka kontrolna, sygnalizująca, że zakończyło się odsysanie powietrza i zgrzewanie folii. Otworzyliśmy klapę komory i gotowe – nasze pierwsze solidnie zapakowane mięsko. No dobrze, może nie tak solidnie, bo zgrzew folii był pofałdowany, a powinien być zupełnie gładki. Tak, czy siak, jak na pierwszy raz byliśmy bardzo zadowoleni. Wyciągnęliśmy kilka kolejnych kiełbas z zamrażarki i tym razem spróbowaliśmy zapakować całą partię, a nie tylko nędzny odkrojony kawałeczek jednej z nich. Znowu zamknęliśmy klapę komory, słychać było świst odsysanego powietrza i tworzącej się próżni. Po kilkunastu sekundach mieliśmy kolejny gotowy zgrzew

Bawiliśmy się tak jeszcze z półgodziny, kombinując z różnymi nastawami. Co prawda mieliśmy wytyczne producenta, ale nie do końca nam one odpowiadały. Natomiast dla nas, szczerze mówiąc, testowanie możliwości urządzenia było dobrą zabawą. Pozostało dopracowanie kilku szczegółów, takich jak odpowiednia długość folii, bo raz wybieraliśmy za krótką, raz za długą, przez co bolało nas marnowanie materiału, ale to też już była kwestia kilku kolejnych zgrzewów. Kierunek – ku perfekcji!