Nowe pomysły Krzysztofa

Po porzuceniu ledwie rozpoczętej działalności gospodarczej (nieformalnie, co prawda, ale czy mój brat jest zdolny do robienia czegokolwiek formalnie?), Krzysiek „uczył się” do matury z historii, gdyż zamarzyło mu się studiować historię właśnie na lokalnym uniwersytecie w naszym rodzinnym mieście, miasteczku właściwie.

Krzysiek – kolejne podejście do druku cyfrowego.

Nie mogłem uwierzyć, że nasi rodzice nabierali się na to, że Krzysiek poważnie podejdzie do jakichkolwiek studiów, ani że godzili się na to, by dorosły facet siedział u nich w domu, spał, jadł, korzystał z udogodnień i kompletnie nic nie robił, w żaden sposób nie pomagał w obowiązkach domowych ani nie dokładał się do budżetu domowego. Kilkakrotnie sam podejmowałem się prób wytłumaczenia starszemu bratu, że powinien pójść do jakiejkolwiek pracy, choćby w niepełnym wymiarze godzin. Powinien był choć w jakiejś części niezależny! Po kilku wyjątkowo irytujących rozmowach stwierdził, że nie powinien porzucać swojego pierwszego pomysłu (chciał produkować wizytówki łódź), tylko że trzeba go było ulepszyć. Natychmiast uruchomił komputer i wpisał w wyszukiwarkę hasło „druk cyfrowy”. Załamałem ręce. Przecież on nie ma o tym pojęcia! Nie wie nawet, co należy zrobić, żeby założyć działalność gospodarczą! Odparł, że to przecież był mój pomysł. A niech robi, co chce! Krzysiek naciągnął rodziców na zainwestowanie w jego firmę. Ja odmówiłem, powiedziałem, że nie będę się w to mieszał. Rodziców zachwycił swoim „odpowiedzialnym podejściem do życia”. Też mi coś. Zamydlił im oczy opowieściami o tym, że druk cyfrowy to jedna z najbardziej poszukiwanych usług na rynku, że wszyscy teraz rozkręcają swoje firmy i składają ogromne zamówienia na przeróżne bannery, ulotki, naklejki, wizytówki (znowu!), plakaty. Nie będzie mógł się opędzić od zamówień! Raczej od komornika. Rodzice byli tak zdeterminowani, by dopomóc ich Krzysiowi w realizacji planu, że całe zaskórniaki przeznaczone na opłacenie mojego akademiku we Wrocławiu zostały przeznaczone na jego „firmę”. W rezultacie musiałem wziąć dodatkowe godziny w restauracji, w której pracowałem.

Nie jestem z tych, którzy lubią się kłócić, więc nie protestowałem. Byłem w stanie się utrzymać, a muszę przyznać, że obserwowanie żałosnych poczynań starszego brata, niby takiego wzoru do naśladowania, sprawiały mi wstydliwą, podłą przyjemność.